KSIĄŻKA 8/10 Premiera: 2011 Przemysław Drożdż

Shaq Uncut, My Story

Shaq Uncut: My Story

 

Autor: Jackie MacMullan, Shaquille O'Neal

 

Wybór w tym miesiącu mógł być tylko jeden. Oto książka, która wzbudziła powszechne zainteresowanie fanów NBA już u progu tegorocznej jesieni. Zapowiadało się prawdziwe wydarzenie. Niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, co tylko podkręcało cały - jak określają to Amerykanie – „hype”. W końcu kontrowersja jest dzisiaj podstawą marketingu w świecie celebrytów.

 

Wiadomo od dawien dawna, że „Superman” to mistrz kreowania medialnego szumu wokół siebie. I taki po prostu musiał wytworzyć przy okazji wydania swojej pierwszej autobiografii (ba, czyni to nadal m.in. odwiedzając kolejne programy z kategorii talkshow). Pierwsza zaatakowana została globalna sieć. Jeszcze przed amerykańską premierą „Shaq Uncut: My Story”, którą wyznaczono na połowę listopada, w internecie ukazało się kilka pikantnych fragmentów. "The Big Aristotle" rozprawiał się z ważnymi postaciami z koszykarskiego podwórka. Najbardziej dostało się – a jakżeby inaczej – Kobe Bryantowi.

 

Im bardziej zbliżała się data debiutu książki na sklepowych półkach, tym coraz bardziej wyłaniał się obraz biografii „pudelkowatej”. By posłużyć się rodzimym przykładem – literatury wątpliwej wartości na wzór opublikowanych ostatnio wspomnień znanego polskiego polityka, gdzie autor wbijał szpilę w prominentne osoby ze swojego środowiska. Efekt? Shaqa zaczęło krytykować wielu oddanych mu fanów.

 

Zwolennicy O’Neala mogą odetchnąć z ulgą. „The Big Shamrock” niekoniecznie strzela sobie w wielką stopę. Okazuje się, że całość nie stanowi w ostatecznej ocenie pisaniny goniącej za tanią sensacją. Powiem więcej, „Shaq Uncut: My Story” to w zasadzie sentymentalna podróż od trudnego dzieciństwa, poprzez zaskakująco obiecujące początki, aż po koniec kariery wybitnego zawodnika. Zgoda – fragmentami może mierzić i prowokować. Ale w gruncie rzeczy to ciepła i wzruszająca historia życia dobrodusznego, wesołkowatego „wielkoluda”, który okręcił sobie świat wokół palca i bawi się nim po dziś dzień.

 

Sam zainteresowany rozpoczyna od tematów cięższego kalibru. Pisze o trudnym dzieciństwie, o wychowaniu w dzielnicach amerykańskiej biedoty, karach cielesnych stosowanych przez ojczyma nazwanego przez niego „Sarge” (ang. sierżant). By zaraz potem przejść od skrajności w skrajność. Czytaj: pochwalić się swoim sukcesem i milionami dolarów na koncie. Nie ukrywa epizodów szastania pieniędzmi na lewo i prawo tylko po to, aby zaimponować kolegom z zespołu i innym. Tutaj anegdota: „The Big Cactus”  swego czasu kupił trzy luksusowe samochody ponieważ... w salonie usłyszał, że Mike Tyson zamówił dwa podobne. Koniec końców musiał się ich pozbyć, bo żaden nie pasował do jego gabarytów. Szczyt snobizmu?

 

„Shaq-Fu” często prowokuje – o tym już wiemy. Schody zaczynają się gdzieś w okolicach połowy książki, czyli opisu okresu, gdy grał już w Orlando Magic. Dostaje się kolejno Penny’emu, Kobe, grupie trzymającej władzę w Lakers, Patowi Riley’owi, Glenowi Davisowi. „The Big Daddy” bez ogródek wylewa swoje żale i rozdrapuje stare rany. Co symptomatyczne, zdobywa się na jadowitą szczerość, by zaraz potem dodać, jak bardzo bliskie jest mu większość z wymienionych osób. Słowem: profesjonalna zagrywka rodem z show-biznesu. Wszak wiadomo, że Shaq jest mistrzem na tym polu.

 

O’Neal chytrze uprzedza wiele pytań, tłumaczy się z zastrzeżeń co do swojej osoby. Np. dlaczego obok koszykówki angażował się w tak dużo przedsięwzięć (muzyka, kino, praca w policji, tworzenie reality show). Nie omieszka pompować swojego ego – jak to on. Oprócz podkreślania kto był najbardziej dominującym centrem ostatniego dwudziestolecia, kilka razy przypomina, że jest w trakcie pisania doktoratu. W konsekwencji jawi się obraz osoby, którą można tak kochać jak i niekoniecznie lubić (jest to w ogóle możliwe, że są tacy którzy go nienawidzą?).

 

Jaki Shaq, taka książka. Miłośnicy „Diesla” od razu wyłapią specyficzny slang, którym posługuje się ów na co dzień. Na szczęście nie przysłania on całości tekstu. O czystość języka zadbała zatrudniona w roli „ghost writera” bodaj najlepsza pisarka zainteresowana ligą NBA – Jackie McMullan (odpowiedzialna między innymi za świetną pozycję „When the Game Was Ours” o relacjach na linii Magic Johnson – Larry Bird). To w głównej mierze dzięki jej sznytowi książkę pochłania się właściwie jednym tchem.

 

Chociaż tytuł liczy sobie blisko 300 stron, to autorzy mogliby na pewno pokusić się o stworzenie jeszcze grubszego tomiszcza. "The Big Felon" dość często stosuje za szybkie przeskoki z jednego okresu kariery na drugi. Na pewno dużo więcej chciałoby się przeczytać o klasycznym już zespole Orlando Magic z połowy lat 90. Stosunkowo mało miejsca poświęca się też Phoenix i Bostonowi.

 

„Shaq Uncut: My Story” to pozycja, która jeszcze długo pozostanie na ustach fanów NBA. Pierwsze wyniki pokazują, że sprzedaje się bardzo dobrze, a koniunkturę powinny podkręcić zbliżające się wielkimi krokami Święta. Ciekawe jaki z pseudonimów obierze sprawca całego zamieszania, gdy już zdobędzie najważniejsze listy bestsellerów. Wielki literat? Shaqspeare?


All rights reserved MVP Basketball Magazyn 2009 - 2011