Koszykarskie filmy oczami koszykarzy NBA

Frank Vogel za najlepszy film o koszu uważa „Hoosiers” – jakby jakiś trener koszykówki ze stanu Indiana kiedykolwiek powiedział inaczej… (fot. scriptshadow.net)

Serwis magazynu Slam opublikował artykuł, w którym 20 zawodników NBA (i jeden trener) opowiada o swoich ulubionych filmach koszykarskich. Na podstawie ich wyborów postanowiłem zsyntezować ranking, który jasno określi jaki film o koszu jest najlepszy.

 

Panel wybierających to Joe Johnson, Victor Oladipo, Jared Sullinger, Trey Burke, Chris Bosh, Roy Hibbert, Terrence Jones, Steven Adams, Pero Antić, Giannis Antetokounmpo, James Harden, DeMar DeRozan, Jimmer Fredette, Paul Millsap, Tyson Chandler, Tim Hardaway Jr., Harrison Barnes, Michael-Carter Williams, Mason Plumlee, Jonas Valanciunas i Frank Vogel. Te 21 osób zdradziło magazynowi Slam jakie są ich ulubione filmy. Jeśli chcecie przeczytać co miał do powiedzenia każdy z nich, odsyłam do oryginalnego artykułu. Poniżej zaś mój ekstrakt w postaci rankingu filmów koszykarskich na podstawie głosów rozmówców Slama. Bliżej „najlepszych filmów o koszykówce według koszykarzy NBA” nie będziemy:

 

5. Biali nie potrafią skakać („White Men Can’t Jump”, 1992)

Podoba mi się ta uliczna strona. Ta wspólnota, którą tworzą mimo iż nie zawsze się dogadują. To jak w prawdziwym życiu i jak w prawdziwej koszykówce. Wiele ich kosztowała ta współpraca i tak samo jest w prawdziwym koszu. – Terrence Jones

 

4. Mistrzowski rzut („Hoosiers”, 1986)

To niesamowity film. „Piłka porusza się szybciej niż ty biegniesz” – Chris Bosh

 

3. Trener („Coach Carter”, 2005)

Dorastałem w podobnej sytuacji. Mój ojciec odsunął mnie kiedyś od drużyny z powodu kiepskich ocen, więc mogłem się wczuć w ten film. Nie oglądam go jednak tak często jak „Króla Lwa”. – Jared Sullinger

 

2. Miłość i koszykówka („Love & Basketball”, 2000)

Podobał mi się ten film. Każda para, każde małżeństwo, w którym jest zawodowy koszykarz, ma swoje problemy. Główni bohaterowie też je mieli. – Pero Antić

 

1. Gra o honor („He Got Game”, 1998)

(To mój ulubiony film) chociażby dlatego, że często widzę tego gościa na ławce drużyny przeciwnej. Film był bardzo realistyczny, wciągał w różne historie, czy to codzienność, czy relacje z innymi ludźmi, brak ojca, walka z życiem. To bardzo realistyczne. – Tyson Chandler

Dodaj komentarz