Kto uratuje Slam Dunk Contest?

Gerald Green

Gerald Green (fot. BasketballWallpapers.com)

Świat koszykówki na najwyższym poziomie potrzebuje Mesjasza, który przywróci ład i porządek w tym jakże zaburzonym świecie dunków NBA. Publiczność bardzo lubi spektakle, jakie zawodnicy tworzą; ceremonie, które podnoszą ciśnienie i trzymają w ogromnym napięciu. Chór śpiewający „I Belive I Can Fly”, Kenny Smith ściągający do hali koszykarskie niebo, atmosfera jak w drodze do bram Św. Piotra, a potem… spóźniona kamera i skok przez maskę samochodu gościa, który wcześniej skakał nad żywymi ludźmi podczas meczów NBA.

 

W roku 2000, gdy świat przywitał nowe millenium, a koszykówka miała się naprawdę dobrze po lockoucie – Vince Carter rozbudził w ludziach marzenia o lataniu tylko i wyłącznie wykorzystując to, co czyniło go wówczas Half Man Half Amazing. Z wypiekami na twarzy oglądamy to zdarzenie uwiecznione na filmikach, które są skarbem YouTube’a. Konkurs wsadów traktowany niczym finał olimpijskiej potyczki, pomiędzy największymi atletami globu. W kolejnych latach Jason Richardson kultywował tradycję, lecz, gdy nastały czasy Nate’a Robinsona i Dwighta Howarda – zaczęła się ta niechlubna era „przeskakiwania” nad wszystkim, co się rusza, co się nie rusza i co będzie dobrze wyglądało w telewizji.

 

Na kolejną rywalizację przedstawiamy wam zestaw z dużym potencjałem. Szóstka graczy, z których piątka naprawdę zasłużyła na swoją szansę, a jeden znalazłaby się tam, bo po pierwsze ma w konkursie wsadów pewien niedokończony interes, a po drugie KIA potrzebuje marketingowego bodźca.

 

Russell Westbrook (Thunder) – Niemal od początku istnienia konkursu wsadów – publiczność uwielbiała małych wielkich koszykarzy. Spud Webb, Steve Francis i Nate Robinson to czołowi przedstawiciele tej grupy. Słyszę te głosy – Russell przecież nie jest taki mały… owszem, ale z grona, które dzisiaj przedstawiamy jest najmniejszy i bez wątpienia dzięki swojej nieprzeniknionej naturze byłby rodzynkiem tej rywalizacji. Na pytanie – kto by chciał, Westbrook nieśmiało podnosi rękę, bo wolałby spróbować teraz, zanim będzie za późno.

Jego high-flyery ze spotkań NBA to bardzo często akcje dnia. Energię, jaką rozgrywający Oklahomy City Thunder wkłada w cały ten proces – jest także w stanie przekazać ludziom siedzącym w pierwszych dziesięciu rzędach, jeśli tylko krzyknie wystarczająco głośno. Jeżeli zadeklarowałby się, że nie będzie nad nikim przeskakiwał – biorę go w ciemno.

 

Terrence Ross (Raptors) – Już w NCAA robił zamieszanie swoim atletyzmem i niezwykle rzadką umiejętnością wsadzania piłki do kosza poprzez różne ekwilibrystyczne wojaże w powietrzu. Głosy o jego wyborze do przyszłorocznego Slum Dunk Contest słyszałem na długo przed debiutem Rossa w NBA. Raptors znaleźli w swoich szeregach kolejnego spektakularnego dunkera, co zawsze jest jakiegoś rodzaju nagrodą pocieszenia. Jego obecność w Houston podczas ostatniego sobotniego konkursu do dla NBA zobowiązanie.

Ostatnio podczas wygranego meczu przeciwko Houston Rockets – Terrence latał w Kanadzie wszystkimi. Good Job Young Fella, gdzieś w oddali krzyczy producent wódki – Shaquille O’Neal. Ross tymi dwoma dunkami zasłużył, by być w Toyota Center.

 

Gerald Green (Pacers) – Zwycięzca konkursu wsadów z 2007, gdy nosił jeszcze trykot Celtów. Gerald powrócił do NBA w zeszłym sezonie grając dla New Jersey Nets. Wówczas po raz ostatni podniósł Prudential Center z krzeseł windmillem po alley-oopie MarShona Brooksa. To było tak dobre, że Blake Griffin przez chwilę obawiał się, że ludzie przestaną mówić o jego posterach na Timofey’u Mozgowie i Kendricku Perkinsie. Atletyzm w najczystszej postaci. Drzwi do Slum Dunk Contest powinny stać przed Greenem otworem. Nie powinien się wahać, zwłaszcza, że dopiero co wskrzesił swoją karierę w NBA.

Podczas konkursu w 2007 roku – Green po wykonaniu pierwszego dobrego wsadu, rozczarował w pozostałych. Poziom był tak słaby, że pokonał Nate’a Robinsona (jedynego 3-krotnego zwycięzcę). Wystarczy odrobina kreatywności, aby wykorzystać możliwości, jakie tkwią w jego nogach i rękach.

 

James White (Knicks) – Cichy faworyt i bez wątpienia jeden z najlepszych dunkerów obecnie w NBA. Nie dostaje dużo szans od Mike’a Woodsona w tym sezonie, ale uczestniczył już w tylu konkursach wsadów, że po prostu może siedzieć na ławce rezerwowych i czekać na kolejny. Myślę, że więcej radości z koszykówki miałby podróżując z Team Flight Brothers albo Harlem Globetrotters. Chciał jednak próbować swoich sił na najwyższym poziomie, grając w koszykówkę bardziej konwencjonalną, z podaniami.

W przekroju tych wszystkich lat spędzonych w Europie i Stanach – dał się poznać głównie przez swoje wsady z linii rzutów osobistych. Kilkanaście lat temu wystarczyło stamtąd wyskoczyć, teraz lot okrasza się niekontrolowanym ruchem wszystkich kończyn, aby tylko wyciągnąć od jury same „10”.

 

Blake Griffin (Clippers) – Kia na rynku radzi sobie całkiem dobrze, nie ma zapotrzebowania na Blake’a Griffina w konkursie wsadów. Poza tym nie ma nikogo kto lepiej wyglądałby siedząc w samochodzie z wystawioną głową w górnym oknie niż Baron Davis. W zeszłym roku silny skrzydłowy zrezygnował, bo czuł, że to już nie dla niego i oddał sprawę w ręce innych lotników. Niemniej pozostaje pewien niedosyt po konkursie sprzed przeszło dwóch lat, gdy Blake przeskakiwał nad maską samochodu i osiągnął tym niesamowity marketingowy sukces.

Złośliwi mówili wówczas, że lepiej jakby po prostu pokazali na telebimie jego plakaty ze spotkań – wtedy i sędziowie i publiczność zarówno w hali, jak i przed telewizorami mieliby łatwiej w ocenie konkursu, gdzie zwycięzca w gruncie rzeczy mógł być równie dobrze inny…

 

DeMar DeRozan (Raptors) – W nowej umowie CBA powinien pojawić się zapis o konieczności włączenia DeMara DeRozana do jednego z kolejnych Slum Dunk Contest. Gracz Raptors ukardł show Blake’a Griffina i jego porażka była odebrana przez wielu jako wielkie nieporozumienie. Po lockoucie oczekiwano od niego dojrzałej gry, bowiem miał stanowić o sile jedynaka z Kanady, przestał tak dużo latać. Przed rozpoczęciem sezonu 2012/2013 podpisał nowy 4-letni kontrakt za 40 milionów dolarów. Znów ta sama bajka – zabrakło w nim klauzuli obligatoryjnego stawienia się w Houston na konkurs wsadów NBA.

Chłopak pokazał w 2011, że ma w sobie wiele kreatywności i potrafi bardzo dobrze wykorzystać swoje warunki fizycznie w powietrzu. Konkurs, w którym przegrał z Griffinem był show skoncentrowanym wokół skrzydłowego Clippers. Powinien spróbować jeszcze raz.

7 myśli nt. „Kto uratuje Slam Dunk Contest?

  1. nie rozumiem zachwytu nad jamesem whitem. nie zrozumcie mnie źle – atletyzm na najwyższym światowym poziomie. ale wystąpił w tylu konkursach wsadów, a ciągle pokazuje 3 rzeczy w różnym zestawieniu: wyskok z osobistych + windmill/przełożenie pod nogą. i tak w koło macieju. biorac udział w sdc nie pokazałby niczego, czego nie znajdziemy w jego wykonaniu na youtube. dla mnie o wiele bardziej widowiskowe byłby jego dunki w meczach jeśli tylko dostałby więcej minut/zyskałby wystarczająco umiejętnosci zeby byc solidnym zawodnikiem na poziomie nba.

Dodaj komentarz